Sen nocy letniej!

Noc już nadchodzi, zdążam ku polu, gdzie gwiazd naręcze zbieram do koszyka,
Ten świat bajkowy ta brama grodzi, to już ostatnia, przyziemna granica.

Gdzie lśnią gwiazdami utkane podwoje, drzewo pradawne splotło swe konary,
W liści gęstwinie widzą oczy moje jakby słoneczne, czarne okulary.

Dziupla sękata ma kształt ludzkiej twarzy a pęk listowia niczym krawat zwisa,
Pradawny drzewiec cieniem ludzi darzy a soki wszelkie z innych drzew wysysa.

Gdy legniesz człeku pod splotem konarów i głowę złożysz tam w kwiatów rowie,
Szept wnet usłyszysz w brzęczeniu komarów i trendi-cukry w cnej nowomowie.

Nagle głos burzy i świat staje ogniem, co drzewa cudne pochłania konary,
To Demon ognia, zły wznieca płomień, haniebnie razi szlachetny pień stary.

Wtem pożar gaśnie ucięty jak nożem a z zgliszczy unosi się dymu bariera,
Opar otacza nadpalony korzeń, szpiczastym nochalem do drzewa przywiera.

I czy realna jest ta poczwara ? Czy dymy mąci wiatr i rozwiewa?
Wije się toto i strasznie stara by podziw zbudzić starego drzewa!

Tam gdzie płot stary i żerdzie szare w mroku majaczą na tle drogi z mleka,
Postać upiorną widzę niczym marę, co zęby wyszczerza i straszy z daleka.

To strach na wróble chustą okręcono, kapelusz mu dali śmieszny z eko-słomy
I starym młotkiem też go dociążono by nie odleciał nam hen w obce strony.

A w kurtce styranej i wiatrem podszytej, wredne swe gniazda moszczą ptaszory,
Ramiona ze słomy płótnem spowitej, dziobią namiętnie pierzaste potwory

Gdzie rola co puszczy wydarli ją ludzie, głos kuźni mknie miedzą, hen z wiatru oddechem,
Tam mistrz – rzemieślnik metal rzeźbi w trudzie a terkot tokarki roznosi się echem.

Tam boski heros, ten nasz Hefajstos swe cuda tworzy w ognia kuźni żarze.
Wór złączek szlachetnych utoczy nam czysto z 30-letnim doświadczeń bagażem,

I czasem ryje też tu „dzik polny” co mocnym trunkiem fermentu spojony,
I mięsem rzuci ten nasz szkodnik rolny by nagle zniknąć wystrzałem spłoszony!

W oddali słychać głos dętej orkiestry i barwni grajcy kroczą poprzez miedzę,
Guru przewodzi im wielce sławetny, co wielką pisarską posiada wiedze.

On jeden na głowie miast pierzastej rury, poradnik nasadzon ma jak perukę,
A gawiedź, gęsiego, niczym ślepe kury, pląsa wzniesioną śledząc batutę!

Nagle kur zapiał, umknęły czarty , latem poranne szybko dnieją zorze
Czas już sprzęt zwijać, odpędzić mary, muszę przed pracą wyspać się ..może?

Share This:

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.