Zaćmienie Księżyca 16.07.2019 – czyli nie róbcie tego w domu

W nocy z wtorku na środę (16-17 lipca) mogliśmy obserwować kolejne, fascynujące zjawisko na nocnym niebie – częściowe zaćmienie Księżyca. To już drugie tego typu wydarzenie w tym roku po całkowitym zaćmieniu w styczniu.

Stwierdzenie ‘mogliśmy obserwować’ użyte zostało w pierwszym zdaniu trochę na wyrost, ponieważ nad sporą częścią Polski Księżyc został zaćmiony przez…chmury, co albo kompletnie zniweczyło obserwacyjne plany albo w najlepszym wypadku ćwiczyło cierpliwość amatorów astronomii czy postronnych zainteresowanych zjawiskiem, czekających z nadzieją na ‘okienko’ w chmurach. 

Mając w pamięci blisko 8 lat spędzonych w Wielkiej Brytanii, moim ‘domyślnym’ nastawieniem był brak dużych oczekiwań na odpowiednie warunki pogodowe. Prognozy dawały co prawda pewne szanse, ale nie na tyle żeby mocno nastawić swoje plany pod tym kątem, tym bardziej że w perspektywie była bardzo wczesna pobudka następnego dnia.

Jednak okazja pojawiła się tuż po maksymalnej fazie zaćmienia około 22.30 lokalnego czasu. Bardzo szybko zmontowałem coś co byłoby w stanie jakoś (słowo – klucz) uwiecznić to zjawisko. Z przyczyn logistycznych postanowiłem robić zdjęcia z…okna, co samo w sobie jest już grzechem ciężkim miłośnika astronomii, szczególnie mając na uwadze długą ogniskową (1500 mm co przy Nikonie DX daje ekwiwalent ok 2250 mm dla pełnej klatki). To nie miało prawa wyjść ostre 🙂 . Dodatkowym utrudnieniem okazał się sposób otwierania brytyjskich okien, czyli kolejny punkt wyspiarskich fanaberii obok lewostronnego ruchu, osobnych kranów do ciepłej i zimnej wody czy wszechobecnych wykładzin widzianych nawet w łazienkach. Dziwny kraj, ale co zrobić. Takiego okna nie można otworzyć ‘na oścież’, tylko uchylić do góry pozostawiając niewielką lukę.

Dodatkowo, okazało się że nie mam ani mojego głównego statywu ani pilota do zdalnego wyzwalania migawki aparatu…wszystko zostało w Polsce po ostatnim pobycie. Ostatecznie zestaw ważący około 4 kilogramy (Nikon D5100 + Sky Watcher MAK 127) zawisł na ‘mocarnym’ statywie Velbon EX Mini, na którym nie powinno się raczej wieszać czegokolwiek powyżej 1,5 kg. Nie mając żadnej możliwości zdalnego wyzwalania (dlaczego większość producentów telefonów nie montuje już podczerwieni w swoich produktach 🙁 ), jedynym w miarę sensownym rozwiązaniem było wyzwalanie z opóźnieniem 10 sekund, w czasie których zestaw miał chwilę na wytłumienie drgań na tyle, na ile to było możliwe. Podsumowując – szanse na upadek sprzętu z parapetu oceniałem znacznie wyżej niż na możliwość zrobienia sensownego zdjęcia. Jednak szkoda byłoby nawet nie spróbować. 

Co prawda, pierwsze kilka klatek zawierało fragmenty zachmurzenia, ale tuż po 22.50 zrobiło się całkowicie czysto w tej części nieba i taki stan rzeczy utrzymał się do końca zaćmienia. Poniższy zestaw zebrany został od 22.57 do 00.12 czasu brytyjskiego (GMT+1), 1/30 sekundy na klatkę przy ISO640. Ogólnie jestem w miarę zadowolony, tym bardziej że wielu musiało obejść się smakiem tej nocy. Jednak nie polecam takiej gimnastyki ze sprzętem i sam postanawiam mocną poprawę na przyszłość.


 

Share This:

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.